Salon nasz powstał, jako jedna z sekcji   proeuropejskiej aktywności naszych
członków, z woli kontynuacji organizowanych przez ćwierćwiecze w Ośrodku
KALAMBUR światowych festiwali sztuki otwartej. Były to wielkie odbywane
we Wrocławiu sobory twórczych nonkonformistów z epoki długo- włosych hippi.
Już sam luzacki szyld Ośrodka jako "kalamburu" ustanowiony w roku 1957 oraz
tytuł naszej pierwszej wypowiedzi scenicznej: "Konfiskata Gwiazd"   w czasie
zawiązywania się w postalinowskiej   Polsce sławnego ru- chu kultury studenckiej,
świadczy o satyryczno - krytycznym nastawieniu   do zastanej rzeczywistości
i totalitarnych instytucji.   Poprzez grę znaczeń, aluzje, symbole, język ezopowy,
uprawiany w różnych formach ekspresji, młodzi ar- tyści, już we wczesnych aktach
swej antyfundamentalnej   intuicji   kulturowej dawali wyraz opozycji i niezgody
wobec wielkich struktur   ideowo- politycz- nych.Okazywana im odmowa,nazywana
później w języku filozofów   już   to "postmodernizmem", już   to " postrukturalizmem"
stanowiła istotę tego kultu- rowego buntu, który uspołecznione elity studentów i
młodej inteligencji mani- festowały z pozycji głównie humanistycznych.Co w latach
60-tych XX wieku zostało objęte pojęciem "Kontrkultury".W jej uzasadnianiu
Kalambur odegrał istotną rolę formułując "21 przekonań kultury i sztuki otwartej".
  Wśród nich warto przypomnieć role kalamburowej ekspresji, wszak " Śmiech jest
zapro- szeniem do wolności" obiecanej tym, którzy są w niewoli,oraz egzystencjalny
apel: "Tworzyć inaczej- to znaczy żyć inaczej !"
GALERIA "KASH" PREZENTUJE:
STROJE I ART- RZEMIOSŁO Z KRAINY
KASZMIR (Indie)
także sprowadzane z sąsiednich krajów Tybetu.
Osobliwe dzieła: pierścienie, ozdoby i stroje z super lekkiej wełny i bawełny. Na nich
hafty i malowidła wykonywanę cierpliwą ręką ( głównie mężczyzn) bywa, że przeszło
pół roku jedno. Wrocławianie i Dolnoślązacy mają pod ręką na ulicy Kuźniczej jedyną
galerie tybetańską w kręgu cyrklem: Wiedeń - Stockholm, Berlin - Moskwa.
W szczególności prosimy:
wziąć pod uwagę,żą już Aleksander Wielki,sławny władca Europy,który dotarł do Indii
ze swoja wielką armią,pragnął zagarnąć także słynne stroje i ozdoby artystów Kaszmiru.
A to,żeby przyodziać nimi swoje liczne dziewczyny i chłopców.Ten plan pokrzyżowała mu
(też z zazadrości) własna armia majaca dość podbojów jurnego Olka. Marsz w wysokie góry
Tybetu to bylo już za dużo.Damy i dziewczyny Europy musiały więc poczekać przeszło 2300 lat,
żeby doznać przyjemności dostarczonej do rąk i do łoża.
kontakt: KASH, Małgorzata Chaja: 0/503-096-814
1.
NAJCZĘŚCIEJ POWTARZANYM POJĘCIEM W SALONACH ŚWIATA jest j a k o ś ć w harmonii z różnorodnością.
Salonowy eksponat musi się bronić przed tandetą i urawniłowką. Nawet jeśli jest kierowany do mas, krok
od trotuarów demokracji, na bruk bylejakości, szczególnie wówczas musi otaczać się aurą odrębności.
Przeto, gdy z natury ludzkiej : to tylko moje odrębne " JA" decyduje o JAkości wyboru,
wówczas w epoce supermarketów każde wkroczenie do Salonu z osobliwym "sobą" oznacza
szczególnie godną pochwały manifestacje jednostki wyemancypowanej. Świadczy o
powinności gotowej do okazania poczucia własnej, jednostkowej obecności wśród wolności
z nabytego smaku. Wkraczamy do salonów po odbytej walce z motłochem gustów, ze zmanipulowaniem
agresją nowoczesnego rynku. Za nami masa ogłupiałych średniaków, ślepców ociemniałych z
nadużycia konsumpcyjnego, zgraja tumanów zlizujących estetyczne i moralne przekręty na biboardach.
Salon nie gardzi giełdą jako grą o konkret niezbędny dla spełnienia inwestycji;
tym bardziej toleruje tłuszcze w hiper magazynach polująca na bylejakość odrzuconą na śmietnik przez wzgardę gier rynku. Salon współczuje i swoją obecnością demaskuję c h c i w o ś ć jego niewidzialnej ręki, w religijnej roli Złotego Cielca, któremu zła żądza przypisuję Moc Stworzyciela. Która wynaturza w człowieku otrzymaną godność wyboru z przyrodzonym umiarem oraz kulturowym treningiem. Salon okazuje niezgodę w obliczy gwałtów na istocie rynku, który od chwili założenia wspólnot w ludzkim stadzie stanowi wartość e t o s u wymiany i partnerstwa wśród równych, a przy okazji przyczynia się do rozwoju kulturowego człowieką poprzez dzielenie się różnorodnością gatunkową talentów i pracowitości osobników ludzkiego stada.
Salon gardzi.Sztuką dla sztuki. Kasą dla kasy. Przeto uważaj na jego:
7 mędrców i 7 dni w tygodniu,
7 sztuk wyzwolonych,
7 krów tłustych i 7 chudych,
Za 7-mioma górami i 7-mioma lasami,
Z widokiem na 7 pięknych dziewcząt i 7 chłopców składanych rok rocznie na pożarcie potworowi.
Salon Ośmiesza.
Zwłaszcza zidiocenie "mediotyzmu" oraz marketing w podejrzanej moralnie roli ,
która przedsiębiorczość producenta nie utożsamia z produkcja dóbr oczekiwanych przez
okresloną wspólnotę, lecz oddaję swoją pasjonarność w służbie Bezdennej Kasy,
żarłocznej, anoni-mowej Gębie Monetaryzmu.Ale SIEDEM, kojarzy się ewerymanom inteligencji
(ku niej wszak kierujemy pomysł Salonu Smaków) z długą listą czyta-nek. Większość z nich
trąci ezoteryką. Chcąc uszanować żydowskich autorów Księgi Ksiąg , bo i tam występuje
siedem, nie będziemy w ulotce rozwijać tematu pitagorajskiej mistyki.
2.
CZYM JEST W ISTOCIE ( ma stać się) SALON KALAMBUROWY? Jako taki, powinien
być z kontynuacji:
twórczy, pomysłowy, teatralny, multikulturowy, uspołecz
niony, przyjazny dla braci bezradnych i samotnych, a mimo to pasjonarnych, obdarzonych wyobraźnią wraz z poczuciem humoru. Nonkonformistów, myślących którzy uprawiają bunt strzegący się destrukcji, z intencją Alberta Camus'a. Ciągle jego wołania jest nam za mało, inteligencjo na kontynencie.
Na inauguracje Salonu mógłby być przedstawiony Upadek z fragmentami Człowieka Zbuntowanego. Nie scenicznie, jednoosobowo i bez efektów, jak to planowali Cybulski z Litwińcem przed absurdalną śmiecią Zbyszka.
Niech Wam opowie Halina, u której sypiał na podłodze.
3.
W SALONIE SMAKÓW, DA SIĘ ROZMAWIAĆ. Nic tu nikogo nie zagłusza. Muzyka, zazwyczaj
klasyczna, smakuje jak rzadki delikates. Przeto odwiedzając Salon zawierz s ł o w u.
Warto przypomnieć, że geniusz ludzki stał się sapiens dzięki aparatowi mowy. Tak to
zdolność komunikacji pokonała nawet Neandertala, tubylca Europy lepiej zaopatrzonego w
mięśnie, a nawet w mózg. Z taką nauczką historii, niech sczezną huczące głośniki
Niech s c z e ź n i e - to ulubiona ekspresja Kantora, mistrza skupionej myśli teatru
i cichego pędzla, pasuje do Salonu jak ulał tylko do piątku. Przy ruchliwej Kuźniczej,
w sąsiedztwie dziś mocno kipiącego inaczej młodą energią pubu "Pod Kalamburem", który w
piątek szczytuje swoje orgie, trudno zdać się tylko, jak drzewiej na prawdę słowa i wdzięk strun naturalnych. Przeto w dniu tym dochodzące odgłosy z potencjomet-rów "na ful" Salon miarkuje wzorem wirtuoza z Krakowa. Po prostu gasi większość lamp. Udziela gościom i eksponatom tylko blasku świec. Wtedy ekspresje disk jockey'a i wrzaski szczęścia niemych a podnieconych, jakby same się moderują.
Zabawa, która zagłusza siebie, oddaje pierwszeństwo łydkom, rzadko smakowitym. Również
miłość i dobry seks tylko w szczytach zdarzają się być hałaśliwe. Salon staraniem
smaku, z tytułu sąsiedztwa odmienności życzliwej , zainstalował rokokowy, chaise
long dla dwojga.Tą prawdę salonów świata, wśród zasad wzajemnej komunikacji,
warto brać pod uwagę zapalając wszelki inne pochodnie w ślepe oczy rozpędzonych elektronów.
4.
CENY EKSPONATÓW I POTRAW nie są w Salonie "resztą", nie są owym m i l c z e n i e m
w szekspirowskim znaczeniu. Są jawne. Ale nie brutalne. Nie stając się przyczyną targów. Przeto wśród przechodniów szybko przyjęła wspomniana tu postawa "spacerowicza". Nie muszę tego mieć, ale warto tu się przywałęsać. Salon jest dobrze odwiedzany. Z cieka-wopścią i akceptacją. Ale chwalona tylko na oko jarszczyzna stygnie, jest rzadko na talerz zaproszona. Co by nie powiedzieć - kucharkom i rachubie rzednie mina, gaśnie entuzjazm twórczego uczestnictwa. Ich wirtuozeria niezbędna do wydostania wartości mięsa ze smaku pietruszki i jarej energii białka z mamałygi, ( to cytat z kultury mięsożernych) spotyka się często z rezerwą a priori. Jara Polska poprzestaje statystycznie na pierogach, świą-tecznych kluskach z makiem i plackach kartoflanych. Co w kulturze nie krwawych przysmaków generuje ekonomiczny deficyt. Przeto w miejscu, które stawia na bezdymną jarskość, metafizyczna część kultury ma się dobrze. Gorzej jest z kasą na opłacenie oświecenia, czystości podłóg, papieru toaletowego, skromnych diet dla woluntariuszy. To długa lista wa- runków egzystencji. W ekonomii rynku bez mecenatu, Salon to porażka.
5.
ALTERNATYW MIESZCZAŃSKIEGO SALONU kultura Europy wymyśliła kilka . Po sąsiedzku był nim nawet turecki saraj ( to przy-pomnienie stanowi prezent dla polityków). Na salonowej liście oczytani humaniści szybko odkryją fenomen z Davos opisany w "Czarodziejskiej Górze" Tomasza Manna. Tu salonem staje się gruźlicze sanatorium. Któż ze smakoszy nie zaliczy do jego kategorii fascynujących sporów - dialogów ateisty Settembriniego z jezuitą Naphtą?
Przy tej okazji należy podjąć imperatyw Salonu wskazaniem na super dziś ważną sprawę e m p a t i i jako woli, z r o z u m i e n i a Tego Drugiego. A za nim ( socjalistycznie i ekumenicznie) wszystkich pośrednio Tych Trzecich obywateli skłóconego globu. Dlatego Salon w problemie gnozy jest agorą pluralizmu światopoglądowego. Toteż zrozumienie nie ogranicza do aparatu racjonalnej logiki. Dopuszcza poznanie intuicją, nagłym olśnieniem, tym co uprawiamy geniuszem artysty bądź twórczym rozpoznaniem szans przedsiębiorcy. Salon już z racji swego tytułu (z onto- logii bytu) prosi gości oraz wymaga od siebie - instalatorów, tolerancji dla obcego i wolności dla obcej ( tak, tak! tu razem ze smakiem odpowiedzial-ności, której Europejczykom zalecał Lord zwany Jim.). Dlatego w jarskim MENU Salonu znajdziesz syberyjskie "pielmieni" w cieście, gotowane w wywarze z dostępnych pokrzyw, traw, kosy brzozowej. A w środku psia-mać m i e s o, choćby z królika, który zamarzł pod płotem, z myszy odkopanej pod śniegiem, z upolowanego tygrysa, w mrozie tak siarczystym, że stracił zmysł bezpieczeństwa. Cnota przyrody życia dopuszcza wyjątki, tak jak wiosną szybko ukrywa co może pod swoim zielonym płaszczem.
Salon nawet w mieszczańskim wydaniu, odczuwa wstręt na widok wybuchu ekstremów. W tym znać genezę Olimpu i czkawkę z epoki majtek arystokracji. Ale i tu stosuje zasadę uzasadnionego wyjątku dla wulkanów brudu wśród światłości. Tylko strzeż się przed sobą urazów, które są trucizną inteligencji. Tu Salon z natury godności nie stosuje wyjątków.
6.
Z ROZMÓWEK PRZY SALONOWYM STOLEjuż w pierwszych dniach po jego zainstalowaniu dał znać o sobie uroczy wdzięk szperaczy osobliwości. Wśród nich, dla zabawy i podtrzymania smaku (bon gout)
notujemy doradztwo duetu ekonomisty i historyka skierowane do zatroskanego szefa.
Sprawa tyczyła chrześcijańskiego rytuału agape uprawianego w katakumbach. Szef był ostrożny,
oświadczyl, że nie będzie uprawiał "agapę na gapę", ale pomysł uznał za przedni.
Wszak żując chleb tożsamy z wiarą, popijany winem, zagryzany orzechami pierwsi wierni
czerpali radość z biesiadowania społem " dla wiary w odkupienie". Z czego można by
skorzystać, sprawiając psikusa bestii Złotego Cielca Rynku - na co wskazał historyk
przejęty problemu deficytu równowagi. Tu wkroczył ekonomista wskazując na możliwość
zakradnięcia się w jej sprawę demona amoralizmu. Wszak przestrzegał przed nim
nim Adam Smith, ojciec gospodarki umoralnionej, co pamiętamy z wykladów w uczelniach
PRL. Wszak nawet w pobożną agapę może zakraść się chciwy demon kapitalizmu i - jak
to u diabłów bywa - cynicznie skorzystać z trunków. No cóż, do przesadzenia w ilości
wypitych toastów łatwo namówić człowieka poczciwego. Zwróćmy uwagę, że w Kanie G. też
wina zabrakło. Biblia taktownie milczy, do czego by doszło bez boskiego cudu transformacji
? Bibliści takoż. Ten argument przekonał nawet relatywizm histopryka idei. Mimo, że biesiadowanie
w katakumbach stylem agape trwało stulecia A to dzięki wytrwałości społeczników z charyzmą.
Przepędziło je dopiero upaństwowienie, jak komunizm wiary przez cesarza Rzumu.Zatrwożony Kościół
odetchnął zgarniając idee agape pod ołtarze. Wierni sprawom jedności ducha z materią
wnet przenieśli się do oberży. Na wizje tej jednośći ( tej chociaż nie takiej) wskazują intencje Salonu.
A do litery podobnego rytuału przez ostatnie półwiecze skłania ludy zachodu i wschodu Peter Schuman podczas słynnych Rezurekcji i "wołań ludu do mięsa" teatru Bread & Puppet. Niestety ze zniechęcającym skutkiem kapitałowym. Co poznał Litwiniec gdy już jako senior na farmie Piotra w Vermont zgodził się by ranek w ranek mleć na żarnach wór żyta na chleb do rutualnego podziału. Szuman myśli tylko ekspresją czynu. Nigdy słowem na piśmie. Przeto nie wiemy co o nim wiemy.
Co ma Salon do ołtarzy? Gdzie i jaki finał może czakać "sektę" inteligencji po epizodzie
dialogu i schro-nienia w Salonach?. Za Pirenejami, w Hiszpanii bliżej upartej duszy
Maurów, ( narodu bardziej niż nasz w stanie nieustannego wskrzeszania się z dominacji
sąsiadów), bliżej jest do uznania małego za wzorzec natury wielkiego . Tu nasz Salon
z Kużniczej szybko byłby wpisany na listę "filozoficznych kawiarni" ostrzegających
ekstrema realizmem Sancho Pansy. Modnych sławą i mądrych sławą. Salon jako rezoner
donkichoterii, zarówno infantylizmu jak i "Buntu Mas" opisanego prze Ortegę y Gaseta
z pozycji arystokraty. Nie kraczmy. Prawda, że ostatnie inicjatywy Litwińców na Kuźniczej
apelują, jak za czasów festiwali " Kalamburu" po energie młodych elit i suwerenność smaku szpakowatych nonkonformistów. I niechby ta etniczna ciągłość na razie starczyła na uzasadnienie nowej inicjatywy.
Ale, ALE. Czy autorzy awangardpowego menu w Karcie Potraw mogą zarazem liczyć na sanacje
Karty Praw ? CZY STARCZY SIŁY (środków symbolu gastro) by nadać impet IRONII, METAFORY
I KALAMBURU w epoce rozpanoszenia ekstremalnej chciwości. Po to, by przywołać cnotę umiaru jako wizje uniwersum porządku społecznego? Jakby nie podchodzić do sensu popijania zielonej herbatki, w głowach elit inteligencji, nawet po wypiciu czajnika yerba mate musi powstać pytanie: CZY WARTO MARNOTRAWIĆ MITOTÓRCZĄ SIŁĘ UTOPII? Na czyj koszt poświęcać dzbanek herbaty ( z ceremoniałem klepsydry mierzącej czas naparzania) by prowokacyjnie niską ceną uprawiać katharsis, ów niekrwawy bunt świadomości, którym poświęcamy tylko siebie, przeciw nieumiarkowanie żarłocznej gębie rynku. Głowy nasze unoszą kilkanaście miliardów neuronów by roztrzygnąć wyżej wytłuszczone ptanie: Czy warto!? I nic. Nihil nowvi.
Wszak będzie już blisko w pół tyciąca lat po oświadczxeniu: Bogać sią synu , stan twojego
własnego skarbca stanowi o twojej wolności. Było to najbardziej czułe i niemniej złowróżbne
w historii człowieka skłania ludy doradztwo ojca dla syna. Co wkrótce przyklepał Rzym
w imieniu Boga ogłupiałych niedożywionych i samotnych dokonując, rewolucji w pojmowaniu
grzechu przywołanego w Kazaniu na Górze.
PRZYCHÓD -DOCHÓD - ZYSK święta trójca gospodarności poddana Światłu Południa
wyżywić rodzinę jest pomysłem pracusiów. Dziś dzięki " nagiej pracy" wolny
najmita kreuje zaledwioe nieco ponad 20 % kapitałów. Reszta jest szekspirowskim
milczeniem. małomieszczan, którzy wtargnęli w sumienie nawet papiestwa ogarniętego
obsesją absolutnej despocji pieniądza. Z innym przesła-niem dyrygowały zyskiem średniowieczne
gildy. Zysk z produkcji i handlu miał na celu wyżywienie rodziny i dbałość o środki
produkcji. W dzisiejszych kategoriach oznacza to wielosektorowość, rozproszonie kapitału
oraz rezerwę na rozwój. Idea uznana za mrzonkę w obliczu globalizacji i anobimowych kapitałow
nawet przez socjaldemokratycznych przywódców. Przeto sens sens Salonowej przygody życia
z herbatą w tle herbacianej możę uzasadnć tylko trwoga Heidegera. Absurd przedwczesnej
śmierci. Salon inteligencji w posiadaniu tajemnicy zbawiennego wpływu zielonego liścia
na rozwój raka watroby i płuc? To istna mistyka ( mimo, że w Europie co roku znika
Wrocław - przeszło 700 tys dusz, 4 razy więcej per capita niż wśród Chińczyków). Za pół
wieku w wyniku biologicznej imigracji staniemy się społeczeńswem metysów. Trzeba nosić
urząd cezara, ze stoicką świadomościa wielkiego Opktawiana Augusta, żeby pojąć zabawę w
Salon inteligencji jako odwołania do sprawności wyobrażni.